niedziela, 13 sierpnia 2017

Budapeszt

               Urlop i po urlopie. Było masę wrażeń, dużo chodzenia i zwiedzania, wiele niespodziewanych atrakcji i oczywiście sporo poznanych fajnych ludzi. W tym roku postanowiliśmy postawić stopę na obcej ziemi i wybrać się do Budapesztu.
Wrażenie jakie na mnie zrobił Budapeszt było piorunujące. Miasto, które zawiera w sobie wszystko to co lubię: zabytki, rzeźby, muzea, kościoły, parki itp. itd. Na wycieczkę do Budapesztu wybraliśmy się z biurem podróży z Zakopanego. Sama podróż trwała trochę ponad 7 godzin autokarem (wyjazd o godzinie 0.00) w jedną stronę, a następnie do godziny 18-tej zwiedzanie miasta. Chciałoby się rzec - męczące - dzisiej juz nie pamietam zmeczenia, ale pamiętam to co tam zobaczyłam.
Zwiedzanie zapoczątkował wjazd na Wzórze Gellerta, z którego widok był niepowtarzalny.





Góra Gellerta, nazwa góry związana jest z biskupem Gerardem Sagredo (podobno został na niej zamorodowany i spuszczony w beczec na dół). Na górze znajduje sie Pomnik Wolności - radziecki spadek, obecnie bez znaczenia politycznego) oraz cytadela.
U podnóża Góry Gellerta znajduje się wykuta w skale kaplica. W kapicy nie bylismy, a to oznacza, że nastepnym razem trzeba będzie nadrobić zaległości.
Kolejnym punktem wycieczki było Wzgórze Zamkowe i Zamek Królewski.




Zamek Królewski w obecnej formie istnieje od XIX wieku. Wczesniej jego forma była podobno calkiem inna. Kiedyś był siedzibą króla, ale Turcy zamienili go na aresenał. Jak się okazało, nie był to dobry pomysł, ponieważ wybuch, który miał miejsce zniszczył go doszczętnie.
Z Zamku widać uroki Budapeszcztu - mosty na Dunaju, zabytki, które zdobią oba jego brzegi, kunsz artystów tworzących wszystkie dzieła i czuć niepowtarzalna atmosferę.
Ze Wzgórza Zamkowego przeszliśmy do Kościoła Macieja. I tu mój zachwyt był niewyobrażalny.







Sam Kościół sprawił, że poczułam się jak dziecko w parku budowli z klocków lego. Jest niepowtarzalny. Widziałam wiele kościołów, bazylik, zamków ale takiego nie widziałam. Warto wejść do środka, pomino wstępu (1300 forintów). Nad całością piecze sprawuje Baszta Rybacka. 
Baszta Rybacka została zbudowana w latach 1895-1902. Swoją nazwę ma na cześć średnowiecznego cechu rybanków, odpowiedzialnych za bronienie tego własnie terenu. Biały kamień, kolorowe pokrycie dachu, enigmatyczny wystrój spowodowało, że postanowiłam tu wrócić. I mam taka nadzieję, że mi sie to uda. 
               Z Kościoła Macieja udalismy się, oczywiście piechotą, przez Most Łańcuchowy do Bazyliki św. Stefana. 

 
 Bazylika jest najwiekszym kościołem w Budapeszcie. Bazylika powstała na cześć króla węgierskiego Stegana I. Niesamowite wrażenie robi kopuła wykonana z mozaiki przedstawiającej Boga Ojca. Weście do Bazyliki jest oczywiście "bezpłatne" ale wchodząc trzeba wrzucic do skrzynki co łaska. Standardowa kwota to 200 forintów, wg kursu na dzień wyjazdu 1000 forintów wynosiło około 14 zł. Bazylikę koniecznie trzeba zobaczyć.
Z Bazyliki udaliśmy sie na dalsze zwiedzanie Budapesztu.
Był jeszcze Parlamen węgierski.


Parlamen widziałam tylko ze statku, którym płynelismy po Dunaju. Rejs trwał 2 godziny, ale widoki były niepowtarzalne.




Po zakończonym rejscie pozostał niesmak. Dużo zobaczylismy ze statku, a mało od środka. Równiez do uzupełnienia nastepnym razem.
Czas wolny spędziliśmy na najbardziej znanej ulicy w Budapeszczie ul. Vaci. Zakupy oczywiście robione były w Hali Targowej. Ceny porównywalne jak u nas. Można kupować za forint i euro.
Na samym wyjeździe z Budapeszu zatrzymalismy sie przy Placu Bohaterów.


 A na koniec kilka fotek, które w szczególny sposób określaja Budapeszt.









Ja się w Budapeszcie zakochałam. Jeżeli uwielbiacie zwiedzanie i podziwianie dzieł rąk ludzkich polecam. Zapomniała wspomniec o metrze - najstarsze w Europie. Równiez klimatyczne.
Wiele atrakcji widzielismy tylko z okien autokaru np. przejeżdzalismy koło Operay Narodowej znajdujacej się na Aleji Andrassy i muzeum ofiar totalitaryzmu Terror Haza. Ulica Andrassy została w 2002 roku dopisana do listy światowego dziedzicta UNESCO.  

Węgie Polak dwa bratanki - a tak mało na znany.
Kulturow - pogodny i życzliwie usposobiony naród.
Kosztowo - podobne jak u nas.

Polecam Budapeszt jako punkt na mapier wakacyjnych podróży.


czwartek, 27 lipca 2017

Ramka na zdjęcia

W zapomnianym przeze mnie kącie zalegała stara rama na obraz. Kolor nie pasował mi do niczego, a i kształt - no cóż, kwadraty raczej nie są w modzie. Postanowiłam nadać jej drugie życie.


Potrzebowałam farby (padło na siwy i turkusowy), wstążki w różnych kolorach oraz klej na gorąco.
Trochę czasu i wyobraźni, a efekt zaskoczył nie tylko mnie - z wrażenia oniemiała cała rodzina.




Stoliczek dziecięcy po nowemu

Dzieci tak szybko rosną, że nawet nie zauważyłam zmiany przeznaczenia stoliczka dziecięcego. Moja córka Michalina dostała go razem z fotelikiem, oczywiście fotelik jest już za mały, ale stoliczek nadal jest stoliczkiem, tylko nie do serwowania posiłków małemu człowiekowi ale do trzymania na nim lampki nocnej i np. książki.