niedziela, 1 lutego 2015

Co mnie boli!!!!!!!!!!!!!

        W życiu spotykamy różnych ludzi: mądrych, inteligentnych, ciekawych świata, wesołych, dowcipnych, błyskotliwych, upartych, "głupich", gburowatych, chamskich, zakochanych w sobie i wiele, wiele innych. I nie to jest najgorsze, że występuje taka różnorakość wśród nas. Najgorsze jest to, jak kilka tych mniej fajnych cech skupia jedna osoba.
           I co mnie najbardziej boli - to, że gdy mamy (bo musimy) mieć styczność z Taką Osobą, to już na samym początku jesteśmy skazani na własną porażkę. Bo przecież jak wytłumaczyć np. narcyzowi, że jednak nie jest taki piękny jak mu się wydaje "bo lustereczko kłamie", albo jak przekonać uparciucha, że prawda nie leży po jego stronie, albo jak rozśmieszyć gbura, skoro On uważa, że bycie dowcipnym to robienie z siebie idioty. 
           Czemu w obecnych czasach ludzie są bardziej nastawienia na siebie niż na innych, dlaczego bycie empatycznym to skazanie na wykorzystanie, dlaczego  chamstwo i prostactwo staje się normą i dlaczego wyrażanie swoich opinii jest postrzegane jako atakowanie. 
Znam masę fajnych ludzi, którzy bezinteresownie potrafią zrobić wiele dla innych, znam takich, który na pierwszy rzut oka są SPOKO, a potem okazuję się, że chyba nie bardzo mają szansę na znalezienie się w gronie naszych znajomych i coraz więcej znam takich, którzy robią wszystko aby postrzegać ich jak najgorsze świnie - nie ubliżając trzodzie chlewnej.

Czyżby bycie fajnym człowiekiem nie było w modzie? 

Niedzielna refleksja.