piątek, 20 marca 2015

Przyszła baba do doktora, .....

Przyszła baba do doktora, bo się czuje mocno chora. 

Tym razem padło na mnie. Od dwóch tygodni chodzę do pracy z gorączką, bólem gardła, głowy, kaszlem jak ze studni i zaczyna mnie to irytować. I nie ty było by najgorsze ale pewnego dnia padło mi na słuch. Czara goryczy przelała się. Poszłam do doktora. Zapisałam się, siadłam w poczekalni i czekam na swoja kolejkę. Przyznam szczerze, że ostatni raz byłam w swojej przychodni w 2005 roku i tam czas jakby się zatrzymał. 
Mała poczekalnia, krzesełka pod ścianami, półeczka z mocno zużytymi książeczkami dla dzieci, mały śmietnik i full ludzi. Jedni z dziećmi na szczepienia, inni z dziećmi chorymi, dorośli tylko po recepty, inni ledwo co siedzący, bo choroba ich trawi od środka. Siedziałam i obserwowałam. W pewnej chwili bardzo żałowałam, że nie miałam przy sobie aparatu fotograficznego. 
Każdy z pacjentów był "interesujący" - dzieci żyły chwilą, dorośli wspomnieniami - a ściany mówiły same za siebie. Mówiły o tym, który lek najlepiej leczy - reklama goniła reklamę - dowiedziałam się, że istniej aż 12 powodów dla których należy nosić dwa aparaty słuchowe, terminarz przyjęć specjalistów i jeszcze wiele innych drobiazgów.
Jedna starsza Pani próbowała z każdym nawiązać rozmowę ale jakoś nie szło. Jeden Pan koło 40-tki ukradkiem spoglądał w dość mocno odsłonięty biust matki karmiącej, inna młoda mama była zajęta strasznie żywym dzieckiem, a ja i kilka innych osób starało stać się nie rzucać w oczy. 
Nie lubię poczekalni ani tych u lekarza, ani tych na dworcach ani żadnych innych. Kojarzą mi się z przemijającym życiem chociaż czasami dają mam chwilę odpoczynku. 
Chociaż wolę inne formy relaksu. Nie znoszę być chora. 
Pozdrawiam tych co teraz czekają w kolejce do lekarza.
Pozdrawiam chorych i zdrowych.

PS
Aparat fotograficznych trzeba nosić ze soba tak samo jak parasol - przy pogodzie i niepogodzie.