poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Maraton filmowy

Korzystając z okazji, że mam kilka dni urlopu nadrabiam zaległości filmowe. 
Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam taki maraton filmowy. Ostatnio tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Na pierwszy ogień poszedł film "50 Twarzy Greya" - słyszałam wiele opinii, dobrych, złych, jeszcze gorszych itp. Przeczytałam trylogię Greya i nie żeby mnie jakość specjalnie zachwyciła ale wypadało znać, drugi raz nie zamierzam sięgać po tą lekturę. Film, moim zdaniem też jest na raz, chociaż jest lepszy niż książka. Ale musiałam oglądnąć aby wyrobić sobie swoje zdanie. 
Drugi film to "Trzy metry nad niebem" – hiszpański melodramat z 2010 roku. Film na podstawie powieści Federico Moccia, o tym samym tytule. Polecam gorąco. Przez książkę nie przebrnęłam, pióro F.Moccia nie jest tym, który lubię.
Trzeci maratończyk to "Karuzela" polski film, w którym przedstawiony jest dramat czworga młodych ludzi. Pada w nim pewne zdanie, które jak dla mnie jest na czasie: "Czasami musi upłynąć kawał życia, żeby człowiek zobaczył co w nim siedzi". Kawał życia - dla każdego co innego. Kiedyś jeszcze go oglądnę.
To zdanie świetnie pasuje do wszystkich trzech filmów. Każdy z nich jest inny ale każdy pokazuje co w nas siedzi, z czym codziennie się borykamy, czego w życiu nie chcemy pokazać i czego pragniemy a nie potrafimy określić.  Pokazuje ziemską tułaczkę każdego z nas, przedstawia radości i smutki, spełnione marzenia i niespełnione pragnienia. I to, że życie jest niesamowicie kruche.