wtorek, 22 listopada 2016

Coś mi siadło na ramieniu

           Dzisiaj, wracając z pracy zachwycałam się zachodem słońca. Przepiękny, pomarańczowy, okrągły talerz, otoczony różową poświatą, na tle błękitnego nieba przyciągał spojrzenia wielu ludzi. Gdy wchodziłam na most nad torami poczułam, że brakuje mi powietrza. Nie mogłam złapać oddechu, moje płuca znalazły się w imadle, które ściskało i ściskało. Nie wiem jak długo to trwało, może kilka sekund, może minut, trudno powiedzieć. I nagle odpuściło, ale nadal nie mogłam oddychać pełną piersią. Serce spowolniło swoje tam-tam, tam-tam, tam-tam.... i nagle łup, poczułam jakby coś siadło mi na prawym ramieniu. Ciężar nie był wielki, ale i tak przechyliło mnie na prawą stronę. Stałam tak chwilę, zastanawiając się co jeszcze się wydarzy. I nic. Starałam się wyprostować i chyba mi się udało, jednak to coś na ramieniu ciągle było. 
            Poszłam do szkoły po moją córkę. W szkole miałam chwilę żeby siąść na ławce i się trochę uspokoić. Wracałyśmy wolnym krokiem do domu. Mijały kolejne minuty, godziny i tak nastał wieczór - a to coś jeszcze siedzi. Siedzi i nie pozwala mi nic robić. Siedzi i szepcze - odpocznij, pomyśl o sobie, nie goń, nie próbuj ocalić świata, on i tak da sobie radę bez ciebie, daj się porwać lenistwu, połóż się wcześniej, jesteś najważniejsza dla siebie i dla najbliższych - doceń to. 
           Teraz leżę w łóżku i dzielę się z Wami moim dzisiejszym COSIEM, na stoliki stoi kubek z gorącą herbatą i w kolejce czeka dobra książka.
Chyba dobrze, że w życiu jest coś, co nas potrafi zatrzymać na chwile w miejscu. Przecież życie to nie maraton, który trzeba wygrać, życie to tor z przeszkodami, które trzeba pokonać.