Moje krzesła tarasowe mają już swoje lata. W ostanim czasie jednak bardzo się "posunęły" i przybyło i zmarszczek. Postanowiłam trochę je podrasować. Aby jednak było ciekawiej, każde otrzymało niepowtarzalny kolor. Było tak.
Trochę szlifowania, odtłuszczzanie i 3 farby lakieru do drewna (oczywiście tej z przeznaczeniem do stosowania na zewnątrz). Teraz krzesełka dają po oczach takimi oto kolorami.
Robię to co lubię, lubię to co robię. W wolnych chwilach szydełkuję, maluję także obrazy haftem krzyżykowym. Jestem uparta, kreatywna i otwarta na artystyczne nowinki. Każdego dnia uczę się czegoś nowego, dzięki czemu kolejny wyrób może być inny od poprzedniego. Swój świat odnalazłam wśród nici, korali i papieru. Przebywanie w nim sprawia mi ogromną przyjemność i zaczyna być sposobem na życie. Zapraszam
środa, 29 maja 2019
Chusta szydełkowa
Witam po krótkiej przerwie. Czas wykorzystałam na zrobienie kolejnej chusty na szydełku.
Kupiłam w sieci wełnę (wzięłam aż 3 motki) i jak się okazało motek to 2000 metrów, czyli z jednego motka mogę stworzyć aż 2 chusty. Trochę mnie poniosło. Na razie powstała pierwsza, która już trafiła do odpowieniej osoby.
Mam nadzieję, że podoba Wam się.
Życzę miłego wieczoru.
Kupiłam w sieci wełnę (wzięłam aż 3 motki) i jak się okazało motek to 2000 metrów, czyli z jednego motka mogę stworzyć aż 2 chusty. Trochę mnie poniosło. Na razie powstała pierwsza, która już trafiła do odpowieniej osoby.
Mam nadzieję, że podoba Wam się.
Życzę miłego wieczoru.
wtorek, 16 kwietnia 2019
Domowa rewolucja kuchni wg Katarzyny
Remont, bałagan, sprzatanie - wszystko to jest fajne jak już widać efekt końcowy.
Chciałabym pokazać wam efekt kilkudniowej pracy. Postanowiłam zmienić kuchnię. Miał być nowy kolor na ścianach, nowy stól i kilka dodatków. Ale jak się okazało to i meble wypadało by zmienić. Chociaż "starowinki" były w dobrym stanie to szkoda było je tak ot wyrzucić.
Wyrzucić zawsze można - postanowiłam je przemalować. Nie ukrywam, roboty z tym było sporo.
Na początek trzeba było zerwać okleinę z drzwiczek i szuflad. Następnie trochę przeszlifować i odtłuścić. Chciałoby się rzecz syzyfowa praca. No cóż, jak już coś robię, to staram się to zrobić najlepiej jak potrafię.
Może zacznę od prezentacji.
Obecnie meble wyglądają tak jak prezentuje zdjęcie poniżej. Brakuje jeszcze tylko cokołu na dole mebli, ale nasi fachowcy (oczywiście nie wszyscy) są jak widać niesłowni. Cierpliwie czekam, może w najbliższych dniach będzie i cokół. - cokół już dotarł, więc uzupełniam fotki.
A wszystko zaczęło sie od takich oto klasycznych mebli:
Miały już swoje lata ale nie były zniszczone. W pierwszej kolejności na stół roboczy poszły drzwiczki. Zdjęcie okleiny okazało się bardzo proste. Potrafiła zejśc w jednym kawałku. Trochę przeszlifowałam powierzchnie, następnie odtłuściłam (zawsze to robię płynem do mycia szyb, na spirytusie). Trzeba było odczekać, aż dobrze wyschnie.
Dwie lub trzy warstwy farby w odstępach 4-5 godzin. Później 2 warstwy lakieru bezbarwnego półmat, akrylowego.
Wymieniłam uchwyty na takie bardziej nowoczesne, kupione w necie. Trochę się obawiałam ich jakości ale okazało się, że bezpodstawnie. Uchwyty dopasowałam kolorem do sprzętów kuchennych - inox. Strzał w 10.
Farbę do malowania miałam wcześniej sprawdzoną. Producent co prawdza polecał 2-3 warstwy bez konieczności użycia lakieru, ale biorąc pod uwagę, że meble znajdują się w kuchni, to postanowiłam dać jeszcze lakier. Lakier nadał im trochę połysku i ochroni farbę przed uszkodzeniem.
Do wymiany poszedł blat i cokól. Wcześniej każda szafka miała swój blat, teraz jest jeden długi na wszystkie szafki. Blat jest piękny. Dopasowany do stołu.
Kilka porad przed malowaniem:
1. dobrze oczyścić i odtłuścić powierzchnię przed malowanie;
2. malować w miejscu, w którym w powietrzu nie umoszą się duże pyłki lub np. sierść psa (na jednych drzwiczkach mam pamiątkę!!!);
3. dokładnie malować wałkiem lub pędzelkiem - marzeniem moim jest warsztat i mała lakiernia, gdzie można natryskowo malować duże powierzchnie;
4. pośpiech nie jest wskazany - lepiej dać jedną warstwę farby więc niż później widzieć niedoróbki;
5. przy własnym dużym nakładzie pracy satysfakcja gwarantowana.
Jeżeli macie jakieś pytania to z chęcią na nie odpowiem.
Chciałabym pokazać wam efekt kilkudniowej pracy. Postanowiłam zmienić kuchnię. Miał być nowy kolor na ścianach, nowy stól i kilka dodatków. Ale jak się okazało to i meble wypadało by zmienić. Chociaż "starowinki" były w dobrym stanie to szkoda było je tak ot wyrzucić.
Wyrzucić zawsze można - postanowiłam je przemalować. Nie ukrywam, roboty z tym było sporo.
Na początek trzeba było zerwać okleinę z drzwiczek i szuflad. Następnie trochę przeszlifować i odtłuścić. Chciałoby się rzecz syzyfowa praca. No cóż, jak już coś robię, to staram się to zrobić najlepiej jak potrafię.
Może zacznę od prezentacji.
Obecnie meble wyglądają tak jak prezentuje zdjęcie poniżej. Brakuje jeszcze tylko cokołu na dole mebli, ale nasi fachowcy (oczywiście nie wszyscy) są jak widać niesłowni. Cierpliwie czekam, może w najbliższych dniach będzie i cokół. - cokół już dotarł, więc uzupełniam fotki.
A wszystko zaczęło sie od takich oto klasycznych mebli:
Miały już swoje lata ale nie były zniszczone. W pierwszej kolejności na stół roboczy poszły drzwiczki. Zdjęcie okleiny okazało się bardzo proste. Potrafiła zejśc w jednym kawałku. Trochę przeszlifowałam powierzchnie, następnie odtłuściłam (zawsze to robię płynem do mycia szyb, na spirytusie). Trzeba było odczekać, aż dobrze wyschnie.
Dwie lub trzy warstwy farby w odstępach 4-5 godzin. Później 2 warstwy lakieru bezbarwnego półmat, akrylowego.
Wymieniłam uchwyty na takie bardziej nowoczesne, kupione w necie. Trochę się obawiałam ich jakości ale okazało się, że bezpodstawnie. Uchwyty dopasowałam kolorem do sprzętów kuchennych - inox. Strzał w 10.
Farbę do malowania miałam wcześniej sprawdzoną. Producent co prawdza polecał 2-3 warstwy bez konieczności użycia lakieru, ale biorąc pod uwagę, że meble znajdują się w kuchni, to postanowiłam dać jeszcze lakier. Lakier nadał im trochę połysku i ochroni farbę przed uszkodzeniem.
Do wymiany poszedł blat i cokól. Wcześniej każda szafka miała swój blat, teraz jest jeden długi na wszystkie szafki. Blat jest piękny. Dopasowany do stołu.
Kilka porad przed malowaniem:
1. dobrze oczyścić i odtłuścić powierzchnię przed malowanie;
2. malować w miejscu, w którym w powietrzu nie umoszą się duże pyłki lub np. sierść psa (na jednych drzwiczkach mam pamiątkę!!!);
3. dokładnie malować wałkiem lub pędzelkiem - marzeniem moim jest warsztat i mała lakiernia, gdzie można natryskowo malować duże powierzchnie;
4. pośpiech nie jest wskazany - lepiej dać jedną warstwę farby więc niż później widzieć niedoróbki;
5. przy własnym dużym nakładzie pracy satysfakcja gwarantowana.
Jeżeli macie jakieś pytania to z chęcią na nie odpowiem.
Cukierkowa chusta
Tak jak pisałam w poprzednim poście - będzie trochę cukierkowo.
Chusta w kolorach różu, fioletu i grafitu - nie są to moje kolory, ale i tak całość wygląda super.
Wzór oczywiści wujek google. Robi się bardzo prosto. Polecam.
Chusta w kolorach różu, fioletu i grafitu - nie są to moje kolory, ale i tak całość wygląda super.
Wzór oczywiści wujek google. Robi się bardzo prosto. Polecam.
Chusta dla Ani
Szydełko towarzyszyło mi od najmłodszych lat. Był oczywiście czas "zapomnienia" lub jak kto woli odłożenia w kąt, ale zawsze do prac szydełkowych miałam wielki sentyment.
Kiedyś były to małe prace typu serwetki, gwiazdki, dzwonki, później ubranka dla lalek, a teraz czas na coś większego.
Chusty robione na szydełku sa przepiękne. Mają w sobie coś z magii, no może trochę mnie poniosło, ale i tak coś w nich jest.
Chusta granatow-niebiesko-szaro-grafitowa trafiła do Ani.
Wzór znalazłam w necie, łatwy i efektowny.
Następna będzie z różem, też piękna.
Kiedyś były to małe prace typu serwetki, gwiazdki, dzwonki, później ubranka dla lalek, a teraz czas na coś większego.
Chusty robione na szydełku sa przepiękne. Mają w sobie coś z magii, no może trochę mnie poniosło, ale i tak coś w nich jest.
Chusta granatow-niebiesko-szaro-grafitowa trafiła do Ani.
Wzór znalazłam w necie, łatwy i efektowny.
Następna będzie z różem, też piękna.
Chlebak i chustecznik
Witam Wszystkich po dość długiej przerwie. Moja nieobecność związana była z wieloma rzeczami, które w między czasie robiłam, potraktujcie to jako moje usprawiedliwienie. Robótki były też troche powodem blogowego zaniedbania, więc na początek dwie z ostatnio stworzonych prac (oczywiście na własne potrzeby).
Chleba i chustecznik - komplet, który zdobi kuchnię po drobnym liftingu.
Zarówno chlebak jak i chustecznik przeleżały w kącie kilka miesięcy czekając na okazję, która pozwoliła im się przeistoczyć ze zwykłych drewniaków w ozdobione francuskim motywem szarości.
Mi przypadły do gustu, więc pozwoliłam sobie na ich zaprezentowanie.
Nastepny post już za chwilę.
Zapraszam
Chleba i chustecznik - komplet, który zdobi kuchnię po drobnym liftingu.
Zarówno chlebak jak i chustecznik przeleżały w kącie kilka miesięcy czekając na okazję, która pozwoliła im się przeistoczyć ze zwykłych drewniaków w ozdobione francuskim motywem szarości.
Mi przypadły do gustu, więc pozwoliłam sobie na ich zaprezentowanie.
Nastepny post już za chwilę.
Zapraszam
poniedziałek, 7 stycznia 2019
Chusta szydełkowa - dla wyjątkowej osoby
Przed samymi świętami na szydełko trafiły nici, z których miała powstać chusta dla kogoś mi bliskiego. Kolory, wzór i poświęcony czas to nic,w porównaniu z radością osoby obdarowanej.
A dla Was jak zwykle kilka fotek chusty.
A dla Was jak zwykle kilka fotek chusty.
Chusta szydełkowa
Kolejna chusta szydełkowa trafiła jako prezent do mojej bratowej. Prezento, jak się okazało, bardzo się spodobał. Wzór znalazłam w sieci.
Kilka fotek specjalnie dla Was.
Kolory moje ulubione - kilka dni przed tym jak rozpoczęłam szydełkowanie zrobiłam zdjęcie, które kojarzy mi się z powstałą chustą.
Kilka fotek specjalnie dla Was.
Kolory moje ulubione - kilka dni przed tym jak rozpoczęłam szydełkowanie zrobiłam zdjęcie, które kojarzy mi się z powstałą chustą.
poniedziałek, 26 listopada 2018
Chusta szydełkowa
Szydełko poszło w ruch. Zatęskniłam za oczkami, słupkami, półsłupkami i wzorami szydełkowymi. Aby moja wena mogła poszaleć, wybór padł na szydełkową chustę.
Wzór znalazłam w internecie, trochę liczenia i kilka dobrych godzin heklowania.
Efekt sam mnie zaskoczył.
Kolejna już się robi. Ta oczywiście jest moja, ale kolejna kto wie, może znajdzie się jakaś właścicielka.
Wzór znalazłam w internecie, trochę liczenia i kilka dobrych godzin heklowania.
Efekt sam mnie zaskoczył.
Kolejna już się robi. Ta oczywiście jest moja, ale kolejna kto wie, może znajdzie się jakaś właścicielka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)